28.01.2015

Nowi nudziarze. Rozmowa z Filipem Zawadą

Beata Bartecka
Nowi nudziarze. Rozmowa z Filipem Zawadą
Łukasz Rusznica, NOC

Łukasz Rusznica, NOC

W galerii Awangarda BWA Wrocław pokazywana jest zbiorowa wystawa pt. Skóra, prezentująca prace 16 artystów często powiązanych z wrocławskim Ośrodkiem Postaw Twórczych (OPT). Swoje prace wystawiają fotografowie, którzy tam uczą (Filip Zawada, Krzysztof Solarewicz), fotografowie, którzy się tam uczyli (Kaśka Bogacz, Kamil Gliński, Marta Gniewkowska, Agata Kalinowska, Karolina Zajączkowska) oraz grupa fotografów luźniej związanych (bądź niezwiązanych) z OPT (Arnau Vidal Cascalló, grupa KurkotKollektiv, Lena Dobrowolska, VJ Emiko, Justyna Fedec, Teo Ormond-Skeaping, Łukasz Rusznica, Kama Sokolnicka). Wystawa kuratorowana jest przez Annę Mituś i Łukasza Rusznicę (ten ostatni również uczył tam fotografii, a obecnie prowadzi galerię fotograficzną Miejsce przy Miejscu, filię OPT).

 

Beata Bartecka: Nie uśmiechaj się. Tak zazwyczaj mówicie do fotografowanych ludzi. To jakaś specjalna metoda, którą przyjęliście w waszej pracowni?

Filip Zawada: 90% osób jak fotografuje, to mówi, żeby się uśmiechnąć. Musimy zatem być w tych 10%, które mówią co innego. 95% fotografii okazjonalnej jest robione na ślubach, a na pogrzebach pewnie poniżej promila.

Śluby w fotografii są całkowicie rozpracowane i dopracowane.

Jedna z najdroższych szkół fotograficznych w Stanach Zjednoczonych to szkoła robienia ślubów. Robisz wielkim formatem, cudami i stajesz się świetnym specjalistą – powstają zdjęcia na bardzo wysokim poziomie. Nie ma jednak analogicznej szkoły robienia pogrzebów. Możemy to potraktować jako niszę rynkową, a OPT jako pracownię, która tę niszę wypełnia, kształcąc osoby nadające się do fotografowania pogrzebów. Nic nigdy nie wiadomo, aż w końcu, pod koniec życia, człowiek dowiaduje się co narobił.

Filip Zawada

fot. Filip Zawada

Jesteś związany z OPT od samego początku, to już 16 lat uczenia „jak fotografować”. Patrząc na wystawę Skóra mam poczucie, że od początku mieliście bardzo konkretny pomysł na te zajęcia.

Nie, to nie tak, bo ja nie mam pomysłów na nic. Nie umiem uczyć się na pamięć, ale umiem korzystać z tego, że „jest jak jest”. Ludzie są weseli na koncercie, to ja gadam. Ludzie są smutni, to ja gadam. Podobnie z zajęciami fotografii – za każdym razem jest inaczej. Pracując w grupie sześcioosobowej ma się do czynienia z różnorodnością: trzy osoby są smutne, dwie wesołe, jedna obojętna. Z każdą robi się co innego.

Jak uczycie fotografii? 

Musimy najpierw przebrnąć przez przykre początki, czyli naukę technologii: głębia ostrości, ekspozycja etc. Najważniejsze jest jednak patrzenie. Obecnie bardzo prosto jest zrobić zdjęcie – masz telefon komórkowy, naciskasz i gotowe. Patrzenia trzeba jednak nauczyć. I w pracowni kładziemy na to największy nacisk. Spodziewam się, że za rok czy dwa, ponad połowa osób na kursie będzie miała ze sobą tylko telefon i to będzie ich główne narzędzie. Popieram to: jeżeli ktoś ma ochotę robić zdjęcia telefonem, to czemu nie; to też jest przyrząd, którym można je robić świetnie. W Anglii Martin Parr już od pięciu lat robi warsztaty fotografii komórkowej. Jeżeli w dzienniku ogólnopolskim ukazuje się zdjęcie Rafała Milacha, które jest zrobione telefonem, to myślę, że możemy uznać, że jest to już norma.

Jednocześnie ta łatwość robienia zdjęć powoduje, że przywiązuje się do nich mniejszą wagę. 

To trochę taki śmietnik, kompost tego, co się dzieje na świecie. Dziś dużo większą rolę odgrywa kurator. Adam Broomberg i Oliver Chanarin zrobili książkę fotograficzną Holy Bible – Biblię, do której powklejali zdjęcia. Ten projekt wygrał nagrodę The Deutsche Börse 2013 na książkę roku. Nagrodziło ich także nowojorskie International Center of Photography. Fotografowie, którzy wykonali znajdujące się tam zdjęcia, to osoby anonimowe. Kuratorzy pozbierali foty, wybrali to, co wydało im się najciekawsze, najbardziej atrakcyjne – to jest naprawdę bardzo dobrze zrobione. Rolę kuratora, czyli osoby dokonującej doboru zdjęć, można też zaobserwować patrząc na działanie portali reporterskich: jeśli jesteś dziennikarzem i masz do opracowania wydarzenie, to po prostu ściągasz „reportaż” z takiego portalu. Jeśli tematem są zamieszki w Afganistanie, to możesz ściągnąć sobie zdjęcia sprzed pięciu lat. Zamieszki wyglądają tak samo. Tylko, że te starsze kosztują grosze, a jakościowo są to nadal bardzo dobre zdjęcia. Zawodowa fotografia odgrywa dzisiaj jakieś marginalne znaczenie, jest mało potrzebna.

fot. Katarzyna Bogacz

fot. Katarzyna Bogacz

Z drugiej strony w Polsce jest coraz więcej festiwali i wydarzeń wokół fotografii. Coraz więcej się mówi o książkach fotograficznych. 

Jakby nie narzekać na Polskę, to trzeba zauważyć, że sytuacja fotograficzna znacząco się poprawiła i, moim zdaniem, jest obecnie bardzo dobra. Kiedyś mówiliśmy: „mamy bardzo dobrych operatorów, którzy wyjeżdżają do Hollywood, robią świetne zdjęcia”, ale nigdy nie mieliśmy dobrych fotografów. Operator i fotograf to są dwa totalnie różne zawody. Nie spotkałem operatora, który byłby dobrym fotografem. Obecnie polscy fotografowie są na bardzo wysokim, światowym poziomie. Problemem teraz jest mały rynek zbytu w Polsce (zupełnie inaczej niż w Stanach Zjednoczonych, Anglii czy może we Francji). Istotną zmianą jest także to, że fotografia przestała liczyć się jako pojedyncze zdjęcie. Szkoły fotograficzne mają problem z naborami, bo niemal każdy, kto robi sto zdjęć dziennie, w ciągu trzech dni zrobi jedno dobre. I tym samym może zebrać jakieś dwanaście zdjęć, które pozwolą się dostać. Dlatego szkoły o wyższym poziomie zaczęły robić rekrutacje przez teczki, które mają tworzyć całość – widać wtedy czyjąś świadomość, a nie tylko, że ktoś umie zrobić zdjęcie. W pewnym sensie każdy teraz jakoś tam umie robić zdjęcia. I w końcu, odpowiadając na twoje pytanie, to jest właśnie powód, dlaczego jest tak dużo festiwali oraz innych wydarzeń fotograficznych. One wszystkie nie zajmują się pojedynczymi zdjęciami, a raczej formowaniem jakiś większych całości. Dzięki takiej formule również więcej ludzi może się tam pokazać: kuratorzy (którzy często w pewnym sensie stają się artystami), zawodowi fotografowie i fotografowie-amatorzy. Te festiwale mają przeważnie charakter święta. Często zdarza się, że znajdę tylko jedną rzecz, która mnie fascynuje, a reszta jest średnia. Ale samo święto jest fajne. To jest przyjemne móc się spotkać, pogadać, obejrzeć prace innych ludzi.

Anna Mituś i Łukasz Rusznica, kuratorzy wystawy Skóra, użyli określenia „nowy brutalizm”. Mimo wielu różnic w tematach czy formie, to jest nić, która łączy te prace. Czy czujesz, że rzeczywiście jest coś wspólnego i charakterystycznego, co łączy te fotografie? 

Przyjmuję bardzo wygodną postawę – nie muszę tego widzieć. Prawdę mówiąc, nawet jeśli tak jest, staram się tego nie zauważać.

Tak stawiana przez kuratorów teza sugeruje, że jako nauczyciele w OPT macie ogromny wpływ estetyczny. Macie wpływ na to, jak ludzie myślą i jak patrzą oraz na to, do czego używają fotografii – pokazywani fotografowie w swoich pracach bardzo mocno wnikają w intymne, osobiste historie.

Nie wydaje mi się, żeby tak było. Mamy oczywiście jakiś wpływ, ale staram się bardzo mocno ten wpływ ograniczać. Myślę, że te osoby same wybrały taki sposób postrzegania świata. Co roku do OPT przychodzi uczyć się fotografii ze sto pięćdziesiąt osób. Na drugim semestrze zostaje z trzydzieści, a na trzecim – dwie. I z tego jedna fotografuje. Myślę, że są osoby, którym po prostu pasuje nasz styl patrzenia, ale niezależnie od tego, one wiedzą co chcą i co będą robić. Nie przypisywałbym nam specjalnych zasług. Czy jesteśmy jakimiś nowymi brutalistami? W sumie to dobrze tak o sobie pomyśleć: to takie męskie, ego się buduje. Jesteśmy raczej nowymi nudziarzami. To ta opcja bardziej nas łączy. W pewnym sensie nuda jest bardzo istotna. Dzięki nudzie posiada się jakąś refleksję i dzięki nudzie zaczyna się czymś zajmować. I pewnie część osób, dzięki nudzie właśnie, zajmuje się fotografią.

Lena Dobrowolska

fot. Lena Dobrowolska

Czy po tylu latach uczenia i zajmowania się fotografią widzisz różnicę w tym, jak ludzie podchodzą do nauki fotografowania i do samej fotografii? 

Różnica jest ogromna. Na pierwszych kursach szesnaście lat temu koncentracja na pracy, na robieniu zdjęć, na patrzeniu była nieporównywalnie większa niż teraz. Obecnie, największa praca, jaką moim zdaniem wykonujemy nad ludźmi, to nauka patrzenia od nowa. Wiele osób tak naprawdę nie widzi nic. Albo widzą kalkami, schematami, głupotami. Duża część osób, z tych, które przychodzą do naszej pracowni, chce nauczyć się właśnie takich schematów. A to jest bez sensu. By zrobić zdjęcie ma się czasem ułamek sekundy, a zanim mózg przewertowałby milion schematów, które ma zapamiętane, to dawno to zdjęcie by zniknęło. Skupienie ludzi jest bardzo osłabione. Teraz większość ludzi nie robi zdjęć, tylko je ogląda. Po zrobieniu jednego, wszyscy od razu patrzą na ekran aparatu. Całkowicie tego zabraniam, każę zaklejać te ekrany. Mówię: Macie robić zdjęcia, a nie patrzeć na ekrany. Wy robicie zdjęcie, patrzycie na ekran, a przed wami dalej dzieje się historia, która jest istotna. Analogowe aparaty powodowały niespodzianki.

Krzysztof Solarewicz

fot. Krzysztof Solarewicz

Tworzył się też dystans do tego, co się zrobiło.

Tworzyła się również niepewność, która jest bardzo istotna. Teraz wielu ludzi jest od razu pewnych. A ta niepewność była bardzo twórcza i prowadziła cię z miejsca do miejsca, to odrealniało fotografowaną sytuację. Teraz wszystko jest realne, widoczne i dostępne dla wszystkich. I każdy jest zadowolony, że ma tysiąc lajków, po których ma poczucie, że może nauczać fotografii.

W waszej pracowni uczycie też robić książki fotograficzne. Sam opublikowałeś Drewniane gody. Dlaczego to jest takie ważne? 

Nie wiem czemu globalnie pojawiła się książka fotograficzna. Dla mnie książka w ogóle zawsze była ważna. Jak widziałem egzemplarz w śmietniku, nieważne co to było, od razu wyciągnąłem i szukałem dla niej jakiegoś miejsca, czasem oddając do biblioteki. Sytuacja przeniosła się na książki fotograficzne, które dla mnie są po prostu fascynujące. To tam są opowieści. Zdjęcia na komputerze to po prostu zwykłe pliki.

Filip Zawada

fot. Filip Zawada

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaKaśka Bogacz, Arnau Vidal Cascalló, Lena Dobrowolska, VJ Emiko (Emilia Gumańska), Justyna Fedec, Marta Gniewkowska, Kamil Graliński, Agata Kalinowska, KurkotKollektiv (Monika Kotecka, Karolina Poryzała), Teo Ormond-Skeaping, Łukasz Rusznica, Kama Sokolnicka, Krzysztof Solarewicz, Karolina Zajączkowska, Filip Zawada
WystawaSkóra
MiejsceBWA Wrocław, Galeria Awangarda
Czas trwania30.01-15.03.2015
KuratorAnna Mituś, Łukasz Rusznica
Strona internetowawww.bwa.wroc.pl, opt-art.net
Indeks

Zobacz też