29.09.2017

Misja

Karol Sienkiewicz
Paweł Althamer w Shingō, 2011, fot. Kukiko Nobori
Misja
Paweł Althamer w Shingō, 2011, fot. Kukiko Nobori
Kukiko i Paweł jadą do Aomori, odwiedzają grób Jezusa, na którym składają złoty skafander „Wspólnej sprawy”. Do Tokio przywożą tancerki i śpiewaczki z Shingō. Drugiego dnia konferencji śpiewają tradycyjną pieśń i tańczą.

Druga połowa 2011 roku to czas pierwszej polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Wprawdzie nie zapisała się ona większymi sukcesami polskiej polityki na arenie międzynarodowej, ale otoczono ją szeroko zakrojonym programem kulturalnym, który koordynował Instytut Adama Mickiewicza, instytucja odpowiedzialna za promocję kultury polskiej za granicą. Wybrano kilka metropolii na świecie, w których miało nastąpić polskie uderzenie kulturalne. Nie żałowano środków. Zaczęto nawet mówić, że łatwiej coś zorganizować za granicą niż w Polsce. W kulturalnej prezydencji wzięły udział najważniejsze polskie instytucje.

Warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej postawiło na Tokio, gdzie w Mori Art Museum zorganizowano dwudniową konferencję Muzeum w budowie (Museum Under Construction), mającą nie tylko przybliżyć tokijczykom polską sztukę, ale też skłonić do zastanowienia się nad relacjami łączącymi artystów i muzeum. Muzeum lubi podkreślać swoją pionierską rolę, ciągłe bycie „w budowie” (od lat zmaga się z budową stałej siedziby) i nazywa pierwszy okres swojej działalności „wczesnymi latami”. Ta swoista „niedojrzałość” ma pozwalać na bardziej eksperymentalny charakter instytucji. Kuratorzy z MSN-u przedstawiają artystów jako przewodników dla młodego, rodzącego się jeszcze muzeum. Do Japonii zapraszają zwłaszcza tych zajmujących się przepisywaniem historii lub szeroko definiowaną refleksją instytucjonalną. Jadą więc m.in. Marysia Lewandowska, Zbigniew Libera, Joanna Rajkowska, Agnieszka Polska. Nie mogło też oczywiście zabraknąć Althamera, tak przecież bliskiego MSN-owi, chociażby przez bródnowski Park Rzeźby. Ale Althamera trudno wcisnąć w ramy muzealnej konferencji.

Paweł Althamer w Japonii, 2011, fot. Kukiko Nobori

Kuratorzy częściej pracujący z Althamerem są przyzwyczajeni do tego, że w odpowiedzi na zaproszenie Paweł proponuje coś z zupełnie innej beczki, często sprzecznego z ich oczekiwaniami. Wynika to i z jego naturalnej przekory, i z potrzeby twórczej wolności. Trudno go sprofilować, sformatować. Jest odporny na muzealne wyznaczanie granic. Tym razem MSN chce rozmawiać o krytyce instytucjonalnej, a Althamer o… śmierci Chrystusa w Japonii. Że co?

Z kuratorami z MSN-u umawia się jak zwykle na Bródnie. Wiedząc, że chodzi o projekt w Japonii, przychodzi przygotowany. Przynosi z sobą zadrukowane kartki, materiał dowodzący, że Jezus Chrystus umarł w Japonii.

Te kartki to wydruk książki Misja. Misję napisał po francusku mieszkający w Australii Michel Desmarquet. Po angielsku nosi tytuł Thiaoouba Prophecy – przepowiednia Thiaoouby. Na polski przetłumaczyli ją pod koniec lat dziewięćdziesiątych Robert Śmiglarski i Tomasz Chałko. Polska wersja nigdy nie wyszła drukiem. Można ją pobrać ze strony internetowej w postaci pliku PDF – tak krąży wśród polskich czytelników. Althamerowi lekturę Misji poleciła zafascynowana książką Magda Materna.

Misji Desmarquet opisuje swoją podróż na planetę TJehoobę, w którą zabierają go kosmici, a dokładnie Thao – „istota imponującego rozmiaru, ubrana w jednoczęściowy kombinezon i zupełnie przezroczysty hełm na głowie”. Przebywając na obcej planecie, Desmarquet poznaje zwyczaje jej mieszkańców, ale też historię ludzkości (jej bardzo alternatywną wersję) i tajemnicze „Uniwersalne Prawo Wszechświata”, według którego najważniejszym obowiązkiem człowieka jest rozwój duchowy. Przy okazji kosmicznych wojaży odwiedza też swoje poprzednie wcielenia.

Czytelnicy są podzieleni w opiniach. Wielu twierdzi, że „ilość bzdur i nonsensów jest przeogromna”. Ale jest też wąskie grono zagorzałych fanów Misji, którzy mówią, że „Większość ludzi nie jest w stanie przyswoić informacji w niej zawartych”.

Misję Althamer czyta w wolnych chwilach, w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące go pytania, jak niektórzy czytają Biblię. Mówi, że to książka, która przekonfigurowuje informacje, którymi jesteśmy kodowani przez całe życie.

Jeśli traktować książkę jako literacką fikcję, będzie to bardzo lichy przykład literatury science fiction – autorowi wyraźnie brakuje wiedzy, chociażby z dziedziny astronomii czy astrofizyki. Desmarquet podkreśla jednak, że to nie jest fikcja. Książka miała na niego spłynąć jak objawienie; powstała, gdy obudził się w nocy, a jego ręka sama zaczęła pisać. Mówi, że nie chodzi o wiarę, ale o wiedzę. Brzmi to dogmatycznie. Bo on wie. Ale by zaakceptować jego wersję rozwoju cywilizacji, trzeba mu jednak uwierzyć na słowo.

Objawienie Desmarqueta charakteryzuje iście dänikenowski rozmach. Autor wyjaśnia różne ziemskie tajemnice, którymi fascynują się poszukiwacze wiedzy tajemnej – od Trójkąta Bermudzkiego, przez egipskie piramidy, katastrofę tunguską (awaryjne lądowanie ufo), po Wyspę Wielkanocną i Atlantydę. Jak u Dänikena, to przybysze z kosmosu mają stać za sprawami tajemniczymi i niewyjaśnionymi. Gdy zachodzi potrzeba, interweniują. To kosmici pomogli Izraelitom uciec z Egiptu (zrzucili mannę), a Maria poczęła Jezusa jako dziewica, bo embrion wszczepiono jej na pokładzie statku kosmicznego, gdzie została poddana hipnozie. Zahipnotyzowani Józef, Maria, Jezus i dwa osły na pokładzie statku kosmitów uciekli też do Egiptu. Jezus był natomiast człowiekiem, w którym mieszkało bardzo rozwinięte „ciało astralne”. I wcale nie umarł na krzyżu, bo odbył wędrówkę do Birmy, Indii, Chin i Japonii, w której towarzyszył mu jego brat. W Japonii Jezus miał trzy córki i zmarł w wiosce Shingō. Na krzyżu umarł zaś jego sobowtór przysłany z TJehooby.

Między wierszami książki wylewa się konserwatyzm, którym podszyta jest wyższa cywilizacja przybyszy z kosmosu. Od mieszkańców TJehooby Desmarquet dowiaduje się chociażby, że homoseksualiści to neurotycy i powinni szukać terapii, bo działają wbrew naturze (Uniwersalnemu Prawu Wszechświata). Ufoludki twierdzą, że największymi zagrożeniami na Ziemi są pieniądze, politycy, dziennikarze, narkotyki (niszczą „ciało astralne” człowieka) i… religie.

Misję Althamer czyta w wolnych chwilach, w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące go pytania, jak niektórzy czytają Biblię. Mówi, że to książka, która przekonfigurowuje informacje, którymi jesteśmy kodowani przez całe życie. Większość osób z otoczenia Pawła tego nie kupuje. Paweł chce odwiedzić japoński grób Chrystusa.

Paweł Althamer przy grobie Jezusa w Shingō, 2011, fot. Kukiko Nobori

Dzięki pomocy Kukiko Nobori, która wcześniej odbywała staż w warszawskim muzeum, jesienią 2011 roku Paweł jedzie z Tokio do prefektury Aomori, znajdującej się na północnym krańcu wyspy Honsiu.

Niewielkie rolnicze miasteczko Shingō to japoński środek niczego. Chociaż mieszka tu zaledwie jedna katolicka rodzina, królują krzyże – na znakach drogowych, na przystankach autobusowych, na straganach z owocami. Krzyż to symbol Shingō i powód, dla którego miejscowość, znana też z lodów Dracula o smaku jabłek lub czosnku (z krzyżem na wieczku), jest jedną z turystycznych atrakcji prefektury.

W Shingō mówi się, że Jezus miał wywędrować do Japonii w wieku dwudziestu jeden lat i powrócić do Judei jako trzydziestotrzylatek, by nauczać. Jego nauki nie znajdowały przyjaznego gruntu i w końcu został aresztowany.

Grób Jezusa znajduje się na zadrzewionym wzgórzu. Tabliczka głosi „Tomb of Christ”, „Kirisuto no haka”. Obok znajduje się niewielkie muzeum, gdzie w przeszklonej gablocie prezentowane są angielskie tłumaczenia tajemniczych dokumentów Takenouchi. Ich transkrypcji miał dokonać Wado Kosaka, samozwańczy kosmoarcheolog, znany również z tego, że w latach siedemdziesiątych skontaktował się z kosmitami na żywo w telewizji. Dokumenty, których oryginału próżno szukać (rzekomo ukrył je przed laty japoński rząd), mają zawierać między innymi informacje o tym, jak przodkowie ludzi przybyli z kosmosu i co stało się z Atlantydą. Sam grób odszukano w latach trzydziestych XX wieku. I tak narodziła się legenda. Ale w wiosce zauważono też tajemniczo niejapońskie zwyczaje, u niektórych mieszkańców dostrzeżono nawet obce rysy. Jedna z rodzin mieszkających w Shingō ma być potomkami Jezusa. Tu Misja spotyka się z Kodem Leonarda da Vinci.

W Shingō mówi się, że Jezus miał wywędrować do Japonii w wieku dwudziestu jeden lat i powrócić do Judei jako trzydziestotrzylatek, by nauczać. Jego nauki nie znajdowały przyjaznego gruntu i w końcu został aresztowany. To nie on jednak zginął na krzyżu, zastąpił go bowiem jego młodszy brat (to kolejna już wersja ukrzyżowania). Sam Jezus wziął nogi za pas i uciekł z powrotem do Japonii, gdzie uprawiał ryż, założył rodzinę i dożył stu sześciu lat.

Jezus miał zabrać z sobą do Japonii ucho brata i pukiel włosów swej matki, Maryi, pochowane w grobie obok niego. Chociaż uważa się to za wymysły, grób Jezusa przyciąga rzesze turystów. Tajemnicą pozostaje lokalny zwyczaj rysowania krzyży na czołach nowonarodzonych dzieci oraz piosenka w tajemniczym języku śpiewana w Shingō przez tańczących wokół grobu Chrystusa. Jej treść zagubiła się na przestrzeni wieków, ale niektórzy dopatrują się w niej hebrajskiego.

Karol Sienkiewicz, „Patriota Wszechświata. O Pawle Althamerze”, wyd. Karakter i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

Do piosenki dużą wagę przykłada tłumacz Desmarqueta, Tomasz Chałko, który do polskiego maszynopisu dołącza dodatek Tajemnica Herai, w którym rozszyfrowuje znaczenie słów pieśni. Twierdzi, że opisuje ona okoliczności poczęcia Jezusa w Betlejem. W jej tytule, brzmiącym Na-ni-Ja-Do-Ja-Ra, odnajduje słowa „Jestem Synem Boga” (Na-Ni-Ja). Do tego w katakanie, japońskim alfabecie sylabicznym, symbol „na” przypomina krzyż. W pierwszej literze tytułu pieśni ma się więc znajdować ten swoisty „podpis” Jezusa. Stąd niedaleko już do twierdzenia, przed którym Chałko się nie waha – że Jezus Chrystus, ubogi rolnik z północnego Honsiu, był twórcą lub współautorem katakany. A dziennikarze, ci wstrętni dziennikarze, których Thao nazwała „jedną z największych plag Ziemi”, wiedzą i milczą.

Kukiko i Paweł jadą do Aomori, odwiedzają grób Jezusa, na którym składają złoty skafander Wspólnej sprawy. Do Tokio przywożą tancerki i śpiewaczki z Shingō. Drugiego dnia konferencji śpiewają tradycyjną pieśń i tańczą. Dołącza do nich Paweł, przebrany w kimono. Tu historia o japońskim Jezusie, którą trudno brać na serio, nabiera innego wyrazu, otrzymuje ramę i formę folklorystycznego występu w muzeum. Po drodze znika gdzieś dänikenowskie objaśnianie tajemnic świata przez interwencje ufoludków. Pozostaje szalony apokryf. Jezus w Japonii. Czemu nie?

Tekst stanowi jeden z rozdziałów książki Karola Sienkiewicza Patriota Wszechświata. O Pawle Althamerze, wyd. Karakter. Książka wydana w koedycji z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

AutorKarol Sienkiewicz
TytułPatriota Wszechświata. O Pawle Althamerze
Data i miejsce wydania2.10.2017, Kraków
Strona internetowakarakter.pl
Indeks

Zobacz też