12.09.2016

Letniość z hardcorem w tle. 5. Festiwal Artloop „Kumulacja”

Karolina Plinta
Daniel Rumiancew, Moloch, instalacja
Letniość z hardcorem w tle. 5. Festiwal Artloop „Kumulacja”
Daniel Rumiancew, Moloch, instalacja
Artloop, odbywający się na przełomie sierpnia i września, jest pomyślany jako festiwal o zdecydowanie luźnym, wakacyjnym charakterze, w którym jak do tej pory dominował program koncertowy i kinowy. Oceniamy jak wypadła impreza po zmianie formuły.

Nie ma nic gorszego od polskiego kurortu w sezonie. Szczególnie nad Bałtykiem w okresie letnim obywa się coś, co można by określić jako kumulację zła – ciche wcześniej miejscowości przekształcają się wtedy w jazgotliwe wesołe miasteczka, świeże powietrze wypierają wszędobylskie opary smażeniny, plaże zamieniają się w mrowiska ludzkie, po których wieczorami zostają ślady w postaci brudnych pieluch, puszek po piwie i mokrych gaci. Pośród różnych nadmorskich miasteczek największym prestiżem i zainteresowaniem turystów cieszy się Sopot, pretendujący do miana polskiego Monako, w którym atmosfera latem jest szczególnie gęsta. Eksperymenty ze sztuką w tak spetryfikowanej przez turystkę przestrzeni to raczej trudne zadanie. Z tego względu tegoroczna odsłona festiwalu Artloop przedstawiała się już nawet nie tyle ambitnie, co karkołomnie, bowiem kuratorzy tej edycji jako przestrzeń działania obrali tym razem sopockie molo i jego najbliższe okolice. Wypada spytać, co z tej kumulacji sztuki w turystycznym epicentrum  Sopotu wynikło.

Jakub Woynarowski, Albedo

Jakub Woynarowski, Albedo

Artloop, odbywający się na przełomie sierpnia i września, jest pomyślany jako festiwal o zdecydowanie luźnym, wakacyjnym charakterze, w którym jak do tej pory dominował program koncertowy i kinowy. Jego zeszłoroczna edycja odbywała się nawet pod hasłem „Relax + rekreacja”, co było wyraźnym sygnałem na temat polityki organizatorów. W tym roku formuła festiwalu uległa drobnej zmianie – największy nacisk położono na interwencje w przestrzeni miejskiej, sekcja muzyczna została sprowadzona do właściwie jednego wydarzenia (wystawy o Beatlesach w Willi na Goyki), w ramach programu filmowego pokazywano z kolei tegoroczne filmy z sekcji filmów o sztuce Nowych Horyzontów. Podczas spotkania z artystami w pierwszym dniu festiwalu jego kuratorzy – Lena Dula, Małgorzata Gołębiewska, Emilia Orzechowska, Ewa Szabłowska, Stach Szabłowski – deklarowali, że tym razem Artloop ma mieć bardziej krytyczny wydźwięk, choć oczywiście dalej jest też nastawiony na zabawę i przyjemne doznania, czyli powiedzmy, że jest to krytyczność w wersji soft. Nie jest to szczególnie innowacyjna formuła, a „soft-krytyczność” charakteryzuje obecnie chyba większość imprez artystycznych różnego typu, no ale powiedzmy, że w przypadku Artloopa jest to zmiana warta odnotowania. Podobnie z resztą jak obecność na festiwalu Stacha Szabłowskiego, który ostatnimi czasy monopolizuje pozawarszawskie festiwale sztuki w przestrzeni miejskiej – w tym roku kuratorował m.in Open City w Lublinie i będzie przygotowywał gdańskie Narracje.

Kuratorzy deklarowali, że tym razem Artloop ma mieć bardziej krytyczny wydźwięk, choć oczywiście dalej jest też nastawiony na zabawę i przyjemne doznania.

Artyści zaproszeni na Artloopa stanowili barwną mieszankę osobowości, stanowiących, jak mniemam, wypadkową zainteresowań i sympatii kuratorów. W tym sensie trudno też mówić o spójności festiwalowej wystawy – każdy artysta był tu osobnym bytem, samotnie mierzącym się z hiper skomercjalizowaną przestrzenią molo. Co być może ciekawe jest w kontekście Artloopa jako wystawy w przestrzeni publicznej, to fakt, że z racji biletowanego wstępu na molo także sam Artloop stał się wystawą po części płatną. Do tego problemu jednak nie odniósł się żaden artysta i jeśli już któryś z nich decydował się na działanie bardziej krytyczne, to często była to krytyka wymierzona w samych turystów, delikatnie ich ośmieszająca lub trącąca lekkim moralizmem. Taka była na przykład praca Oskara Dawickiego, który na deskach mola zainstalował duży napis „Uprzejmie informuję, że to droga donikąd”, ciągnący się niemalże przez całą jego długość.

Równie ironiczna była praca dźwiękowa Mikołaja Długosza Głos mola, na którą składały się nagrane w ukryciu rozmowy turystów, zwykle trywialne i epatujące sytuacyjnym banalizmem. Nawet Magda Starska nie odmówiła sobie zawoalowanej złośliwości i przygotowała na molo instalację Spełnienie w Sopocie – dość osobliwą konstrukcję złożoną z drewnianego bala o fallicznym kształcie, trzech wiatraków i doczepionych do nich czerwonych serpentyn. Wiatraki uruchamiały się po dotknięciu czubka bala, dzięki czemu użytkownika instalacji owiewały czerwone serpentyny. Konstrukcja cieszyła się dużym zainteresowaniem turystów, którzy chętnie pozowali z nią do zdjęć, najwyraźniej niewiele sobie robiąc z jej dość dwuznacznego charakteru. Czym oczywiście potwierdzali szydercze przesłanie pracy.

Magdalena Starska, Spełnienie w Sopocie, instalacja
Oskar Dawicki, Bez tytułu, instalacja

Nie chciałabym teraz wchodzić w rolę obrończyni „biednych gości kurortu, tak niesprawiedliwie obśmiewanych przez artystów”, ale trzeba przyznać, że działania krytyczne polegające na rechocie z turystów same w sobie trącą banałem. W takim ujęciu molo to kumulacja głupiej masy ludzkiej, bezmyślnych lemingów, które biegną przez pomost by się z niego zbiorowo rzucić. Choć w tym wypadku chodzi raczej o rytualne oglądanie morskich widoków, do czego dość ciekawie odniósł się Michał Sosiński. Jego instalacja Powidokówka z Sopotu miała być wielkoformatową fotografią morza ustawioną na końcu mola, zasłaniającą prawdziwy widok. Gdyby jej realizacja doszła do skutku, efekty wizualne mogłyby faktycznie być frapujące i zapowiadały się jako błyskotliwy komentarz na temat symulakrycznej aury kurortu, niestety instalacja Sosińskiego nie została zrealizowana. O tym za chwilę.

Daniel Rumiancew, Moloch, instalacja

Daniel Rumiancew, Moloch, instalacja

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość artystom i przyznać, że udało się podczas festiwalu zrealizować prace dyskutujące z przestrzenią w mniej jednoznaczny sposób. Do gargantuicznego charakteru molo i jego okolic bezpośrednio odniósł się Daniel Rumiancew, przekształcając zainstalowany przy łuku wejściowym napis „MOLO” na „MOLOCH”. Błyskotliwym dopowiedzeniem tej pracy było działanie Sławka ZBIOKA Czajkowskiego Loop/pętla. W ramach tej akcji ZBIOK namalował na bruku Skweru Kuracyjnego dwa białe kwadraty. W wyznaczonych porach dnia obok kwadratów pojawiali się strażnicy, wykrzykujący przez megafony do turystów rozkazy, by nie przechodzić przez wyznaczone pole. Biorąc pod uwagę, że były to najbardziej zatłoczone części skweru, przez które tłum dosłownie się przelewał, akcja faktycznie budziła wśród przechodniów sporo zamieszania, dezorientacji, czasem wywoływała fale artykułowanego głośno niezadowolenia, ale ze względu na swój absurdalny charakter oburzeniu często towarzyszyło rozbawienie.

Do śmiechu nie było natomiast tym turystom, którzy natknęli się na duet Polen Performance rozdający na molo ulotki ostrzegające przed zamachem terrorystycznym. Ulotki, zawierające instrukcję prawidłowego zachowania podczas zamachu budziły realny niepokój wśród turystów, co wywołało nawet skargi hotelarzy. Siejąca defetyzm akcja duetu PP odstawała znacząco od innych artloopowych realizacji, a nawet wydawała się trochę „od czapy”, można by też zastanawiać się nad jej wydźwiękiem moralnym (czy straszenie turystów na molo jest w porządku?), ale paradoksalnie, wpisuje się też w ostatnie dyskusje o rosnącej popularności polskich kurortów, które – w przeciwności do ośrodków na Zachodzie czy Bliskim Wschodzie – Polakom mogą jawić się jako swojskie i bezpieczne. Dobre, bo Polskie.

Festiwal miał być letni, i taki właśnie był, choć trzeba dodać, że była to letniość mocno przeciążona sopockim, turystycznym hardcorem. W mnogości rozrywek na molo gubiły się same prace.

Powracając do wątków konsumpcyjnych, wypada też wspomnieć o Adzie Karczmarczyk ADU, która także została zaproszona na Artloopa i wykonała tu dedykowany miastu teledysk. Jest to skądinąd zastanawiająca kuratorska decyzja, by na festiwal sztuki w przestrzeni miejskiej zapraszać artystkę, która z przestrzeniami publicznymi zasadniczo zbyt wiele do czynienia nie miała, nie licząc sporadycznych występów na scenie. ADU zawsze była artystką skoncentrowaną na sobie i swoim wizerunku, więc z okazji tej nadmorskiej kooperacji można było zapoznać się z jej nowym wcieleniem bursztynowej Marlin Monroe. Już nie jako rozśpiewana katechetka-wamp, ale seksowna miłośniczka bursztynowej biżuterii w stylu BDSM, Karczmarczyk przygotowała piosenkę o nędznym losie artystki, której brak pieniędzy np. na opłacenie rachunków za internet. W tym kontekście bursztyny wystąpiły jako ironiczny rekwizyt (nota bene są plastikowe), a dopełnieniem tego osobliwego szoł były pojawiające się od czasu do czasu portrety ministra kultury Piotra Glińskiego z bursztynowymi wąsami. ADU, ostatnimi czasy garnąca się do środowisk konserwatywnych, najwyraźniej teraz, w obliczu dobrej zmiany w kulturze, przeżywa światopoglądowy rozłam, któremu towarzyszy obyczajowo-tożsamościowa transformacja, kolejna w dorobku artystki. W zasadzie trochę strach pomyśleć co będzie dalej…

Polen Performance, How to behave during terrorist attack, performans
Ada Karczmarczyk ADU, Amber Emperor, Bursztynowe show, performans

Zgodnie z zapowiedziami kuratorów Artloopa, na festiwalu znalazło się też miejsce dla prac lżejszego kalibru, które nie miały już takich krytycznych ambicji co wspomnianej wcześniej realizacje, ale raczej dodatkowo urozmaicały przestrzeń molo. Taka była choćby realizacja Doroty Walentynowicz, która zasadzała się na dodaniu kolorowych folii do latarń na molo, dzięki czemu wieczorem było ono oświetlone różnobarwnym światłem.

Zdecydowanie zabawowy był także Przybysz Xaverego Deskura Wolskiego, czyli rzeźba przedstawiająca pingwina wyczołgującego się z morza. Tuż obok na plaży można było także przejść się mini labiryntem zbudowanym przez Karolinę Balcer z parawanów, co można odczytać jako nawiązanie do ulubionej przez Polaków praktyki odgradzania się od reszty. O ile jednak problem parawaningu to dość ciekawy temat, sama instalacja wypadła słabo, bo była po prostu nieciekawa formalnie.

Dorota Walentynowicz, Siht set, instalacja

Dorota Walentynowicz, Siht set, instalacja

Tegoroczny Artloop wydaje się być wydarzeniem o dość kłopotliwym charakterze. Ani nie jest to festiwal rozrywkowy, jak to było podczas poprzednich edycji, ani krytyczny, ponieważ Sopot w sezonie nie wydaje się być adekwatnym miejscem do poważniejszych akcji, a i samym organizatorom nie zależało, żeby wydarzyło się tu coś naprawdę mocnego. Festiwal miał być letni, i taki właśnie był, choć trzeba dodać, że była to letniość mocno przeciążona sopockim, turystycznym hardcorem. I to chyba był jeden z największych problemów Artloopa – w mnogości rozrywek na molo gubiły się same prace. Jeśli przyjąć, że molo i jego okolice to czynny niemalże całą dobę park rozrywki, przez który przewala się dziki tłum, to w zasadzie jaki sens ma dodawanie do niego kolejnych atraktorów? Kto je odczyta, właściwie zinterpretuje, w ogóle dostrzeże? Osobną kwestią jest osobliwy status mola, na którym większe artystyczne ingerencje nie są mile widziane i administratorzy obiektu po prostu nie wydawali na nie zgody. Z tego względu nie udało się zrealizować pierwotnej wersji działania Sosińskiego (zamiast tego wymyślono okropny zastępnik wykorzystujący projekcję i selfiestiki, formalnie nieudany), praca Oskara Dawickiego musiała być wyprodukowana z nietrwałego, szybko niszczącego się materiału, na swoje działania nie dostał zgody także duet Polen Performance (pierwotnie mieli wykonywać pantomimę przy bramkach na molo). Z planowanej przez kuratorów Artloopa kumulacji sztuki na molo wyszła więc trochę biedna (choć biletowana), zakrzyczana przez otoczenie wystawa, która po części nie mogła być zrealizowana. Szukanie w tych okolicznościach sztuki, czekanie na performansy – muszę przyznać – było dość męczące, a nawet nudne, tak jak nudna jest sama przestrzeń molo i okolic. W ramach nadchodzących edycji proponuję więc kuratorom rozważenie hasła „minimalizacja” i ucieczkę od centrum.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaOskar Dawicki, Mikołaj Długosz, Ada Karczmarczyk, Polen Performance, Magdalena Starska, Jakub Woynarowski, Karolina Balcer, Joanna Fluder, Agnieszka Fluder, Daniel Rumiancew, Michał Sosiński, Dorota Walentynowicz, Ania Witkowska, Adam Witkowski, Xavery Deskur Wolski, Sławomir ZBIOK Czajkowski
Wystawa5. Festiwal Artloop „Kumulacja”
MiejsceSopot
Czas trwania27.08-04.09.2016
KuratorKolektyw Kuratorski: Lena Dula, Małgorzata Gołębiewska, Emilia Orzechowska, Ewa Szabłowska, Stach Szabłowski, oraz Marcin S. Gołębiewski
Strona internetowawww.artloop.pl
Indeks

Zobacz też