02.12.2016

Opakowanie musi mieć zawartość. O „Krakowie w pudełku” w MHK

Martyna Nowicka
Agnieszka Kryjomska, Kurz, dzięki uprzejmości autorki
Opakowanie musi mieć zawartość. O „Krakowie w pudełku” w MHK
Agnieszka Kryjomska, Kurz, dzięki uprzejmości autorki
Wygląda na to, że Krakowa nie da się zamknąć w jednym pudełku, a połączenie kilku to niełatwa sprawa. W pomyśle Joanny Strzyżewskiej widać jednak chęć otwarcia Muzeum Historycznego na nowe spojrzenia i inne sposoby prezentacji.

Dla krakowskiego świata artystycznego to wystawa widmo – w muzeum, które omijają bywalcy Bunkra czy MOCAKu, na Rynku Głównym, z plakatem przedstawiającym klucz ptaków lecącym nad Wawelem. Po tytule Kraków w pudełku i miejscu – Kamienicy Hipolitów, oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa – ja też spodziewałabym się czegoś innego. Może czarnej kabiny, w której można przeglądać starannie zdigitalizowane zbiory, może pudełka z miniaturowymi zabytkami Krakowa, wykonanymi przez lokalnych artystów, może po prostu wystawy o szopkach. Kilka dekad temu w piwnicach pałacu Krzysztofory (innej siedziby MHK) odbywały się pokazy teatru Kantora, a Druga Grupa do czeluści potrafiła wsypać kilka ciężarówek piasku i kazać szukać zwiedzającym wmieszanych w masę kamieni szlachetnych. Cóż, te czasy dawno już minęły, a jeśli zarządzające obecnie Krzysztoforami i Kamienicą Hipolitów MHK stawia na jakąś sztukę współczesną, to będzie to raczej sztuka sprzed kilku dekad – pokazywany ostatnio ilustrator Daniel Mróz czy rekonstrukcja wystawy Alfreda Lenicy. W tym miejscu wystawa przygotowana przez absolwentów i studentów krakowskiej ASP to zadziwiający powiew młodości.

Kraków w pudełku, widok wystawy, fot. Kamila Buturla
Kraków w pudełku, widok wystawy, fot. Kamila Buturla
Kraków w pudełku, widok wystawy, fot. Kamila Buturla

W Kamienicy Hipolitów, gdzie na co dzień oglądać można wystawę poświęconą mieszczańskim wnętrzom na przestrzeni wieków, pokazano młodych artystów. Do piwnicy, odnowionej zdecydowanie znośniej niż ta krzysztoforska, kuratorka Joanna Strzyżewska zaprosiła twórców (studentów i absolwentów) związanych z pracownią fotografii prof. Agaty Pankiewicz, żeby przygotowali wystawę o Krakowie. Nie obyło się bez historycznego punktu zaczepienia, więc punktem wyjścia do współczesnej wystawy fotografii miało być ogromne, zdigitalizowane archiwum MHK, pełne zdjęć miasta. Znajdują się w tym archiwum zarówno zdjęcia atelierowe, wykonywane przez pionierów krakowskiej fotografii Ignacego Krigera czy Wacława Rzewuskiego, dokumentalne zdjęcia autorstwa pokoleń fotoreporterów, czy zdecydowanie późniejsze zdjęcia Henryka Hermanowicza. Są też zdjęcia z wydarzeń historycznych i tysiące innych – zdjęcia muzealnych wystaw, portrety mieszczan i przekupek, kajaki na Wiśle, miejskie wydarzenia i gołębie.

Walizka dawała Duchampowi niezależność. Niej również domagają się w muzeum młodzi artyści, a zmagania te szczególnie wyraźnie widać nie tyle w pokazanych przez nich pracach, ale przede wszystkim w aranżacji i opracowaniu graficznym ich działań, dla których inspiracją był właśnie Duchamp.

Jak zaznacza w tekście kuratorskim Joanna Strzyżewska, w muzealnym archiwum trudno dziś o dostęp do oryginalnych odbitek czy szklanych klisz. Zdjęcia, przez pokolenia fotografów przekazywane do zbiorów MHK, funkcjonują dziś tylko w wersji cyfrowej. Młodzi artyści, którzy zostali do muzeum zaproszeni do współpracy, uzyskali więc dostęp nie do oryginalnych nośników, ale do zerojedynkowego zapisu tych właśnie obrazów. W ich propozycji, poza jedną pracą, brakuje odniesień do cyfrowego repozytorium, a zamiast pieczołowicie odtwarzać obraz zmieniającego się miasta z kolejnych zdjęć, proponują własny. Zamiast wystawy o archiwum krakowskich fotografii powstała kolejna próba stworzenia obrazu miasta. Pudełek, w których zamyka się Kraków jest więc właściwie kilka – pierwsze z nich to czarne skrzynka aparatu fotograficznego, drugie – muzeum i jego przepastne archiwum, trzecie to pamięć, na której zapisano zdigitalizowaną kolekcję, a czwarte – wystawa o fotografii Krakowa. Jest jeszcze inne pudełko, do którego w tekście kuratorskim i na samej wystawie odnoszą się twórcy – Boite-en-valise Marcela Duchampa, jedyna w swoim rodzaju prezentacja sztuki awangardzisty, przygotowana przez niego samego. Miniaturowe reprodukcje najsłynniejszych dzieł artysty, w tym choćby Wielka szyba, poskładane obok siebie, mieściły całość dokonań w łatwej do transportu formie. W tych pudełkach można się nieco pogubić.

Walizka dawała Duchampowi niezależność. Jej również domagają się w muzeum młodzi artyści, a zmagania te szczególnie wyraźnie widać nie tyle w pokazanych przez nich pracach, ale przede wszystkim w aranżacji i opracowaniu graficznym ich działań, dla których inspiracją był właśnie Duchamp. Aranżacja, przygotowana przez artystkę Natalię Wiernik (jej prace pojawiają się również na wystawie) znacząco odbiega od tych, które zwykle w tej sali wykorzystuje MHK. Zamiast rzęsiście oświetlonych informacyjnych tablic, Wiernik zdecydowała się maksymalnie wyciemnić przestrzeń – czarne są ścianki działowe, nie wszystkie gabloty zostały oświetlone, napisów nie da się odczytać gołym okiem. Dlatego właśnie każdemu widzowi na wstępie zostaje wręczona latarka – tak jak na słynnej Exposition Internationale du Surrealisme zaaranżowanej przez Duchampa w 1938 roku we współpracy z innymi klasykami tego nurtu.

Miasto młodych artystów jest o wiele większe – mieści galerie handlowe i domy publiczne, Kazimierz i okolice niedawno wybudowanej Tauron Areny, dziury w drodze i brudne wiry Wisły. Po co właściwie chodzić na Rynek?

W ciemnościach, na tle wideo Agnieszki Kryjomskiej, przedstawiającego wielokrotnie powiększone, powoli opadające w powietrzu drobinki kurzu, stoi stara, drewniana gablota, która mogłaby skrywać kolekcję jakiegoś prowincjonalnego muzeum. Jej kontur widać wyraźnie w ciemnościach – gablota się nie domyka. W jej wnętrzu, zamiast aksamitnej poduszki z elegancko przyszpilonymi obiektami, piętrzy się stos wrzuconych przypadkowo fotografii. Archiwum Natalii Wiernik to odpowiedź na pytanie o pracę ze zdigitalizowaną kolekcją, zalewającą zainteresowanych masą obrazów. W świetle latarki, zachęcona przez pilnującego wystawę, grzebię w gablocie. Tu Wawel na kolorowym filmie ORWO, obok zdjęcie chłopca w garniturze. Po chwili przeglądania czuję się głównie znudzona – w takim natłoku wydruków na błyszczącym papierze szybko można się pogubić. Gdyby jednak ktoś w tej masie znalazł coś dla siebie, może wziąć je ze sobą do domu. Nawet w tak sformatowanym archiwum widać jednak wyraźnie granice miasta, zamkniętego w muzealnym pudełku – niewiele większego niż obręb Plant, Wawel i kawałek Wisły.

Miasto młodych artystów jest o wiele większe – mieści galerie handlowe i domy publiczne, Kazimierz i okolice niedawno wybudowanej Tauron Areny, dziury w drodze i brudne wiry Wisły. Po co właściwie chodzić na Rynek? Nawet Google Maps pokazują, że nad Kościołem Mariackim wyrasta ogromna czarna dziura – w swoim wideo Centrum udokumentował to Adam Żądło. To, co kiedyś stanowiło punkt przyciągania, dziś raczej odpycha, młodych artystów nie interesują kolejne dokumentacje Wawelu i miasta w obrębie Plant. No i nieszczególnie pociąga ich fotografia – tylko troje z siedmiorga artystów sięgnęło podczas pracy po aparat. Poza tym – trzy prace wideo, dwa obiekty, instalacja dźwiękowa, wygląda na to, że „nowa fotografia miasta” nie tylko pokazuje inne miasto, ale i wykracza zdecydowanie w inne media.

Piotr Poręba, Tereny zielone, dzięki uprzejmości autora
Adam Żądło, Centrum, dzięki uprzejmości autora
Keymo, Pokoje, dzięki uprzejmości autora

W pracach trójki fotografów czuć ducha nowych dokumentalistów. Do trzewi Krakowa zagląda Keymo, która w swoim projekcie Pokoje fotografuje pomieszczenia w domach publicznych – zaskakująco pastelowe i przypominające sypialnię nastolatki. Piotr Poręba w Terenach zielonych szuka miejsc zanieczyszczonych światłem – wyglądają bardzo efektownie, ale pewnie nikt nie chciałby w nich mieszkać. Iwo Jasieński w Terenach zabudowy pokazuje zniszczone elewacje kamienic na Kazimierzu, zakryte płachtami z nadrukiem przedstawiającym te odnowione fasady. I chociaż wszystkie trzy projekty są bardzo sprawnie sfotografowane i pokazują niby nieoczywiste twarze Krakowa, to mam poczucie, że gdzieś już widziałam podobne. Przede wszystkim jednak blado wypada zestawienie – obok gabloty Wiernik i smogowego kurzu Kryjomskiej, wciągających wirów Naściszewskiego, cykle fotograficzne uderzają w inny ton. Na połowę wystawy składają się prace konceptualne, poświęcone obrazowaniu miasta, druga to sprawnie zrobione reportaże. Wszystko spina surrealistyczna zalewa aranżacji, która co prawda wciąga w oglądanie wystawy, ale nie radzi sobie z (być może niemożliwym) zadaniem stworzenia z tych dwóch wizji wspólnej wystawy.

Wygląda na to, że Krakowa nie da się zamknąć w jednym pudełku, a połączenie kilku to niełatwa sprawa. Kraków w pudełku nieco ginie, przytłoczony zbyt wieloma wątkami. Za pomocą dziewięciu prac siedmiorga młodych artystów trudno rozprawić się z długą tradycją przedstawiania miasta. W pomyśle Joanny Strzyżewskiej widać jednak chęć otwarcia instytucji na nowe spojrzenia i inne sposoby prezentacji. Pozostaje mieć nadzieję, że Muzeum Historyczne Miasta Krakowa będzie wydobywać kolejne pudełka z kolekcjami i zbiorami, a do ich rozpakowywania zaprosi właśnie młodych artystów. Ważne tylko, żeby następnym razem pokazać może zawartość, a nie pudełko, ozdobny papier i wspaniałą wstążkę – od tego można dostać oczopląsu.

Stopka

ArtystaAgnieszka Kryjomska, Keymo, Adam Żądło, Andrzej Naściszewski, Iwo Jasieński, Natalia Wiernik, Piotr Poręba
WystawaKraków w pudełku
MiejsceMuzeum Historyczne Miasta Krakowa
Czas trwania 27.10. 2016-5.02.2017
Strona internetowawww.mhk.pl
Indeks

Zobacz też