17.02.2017

Marzenie prowincjonalnej dziewczyny. Olga Kowalska w Galerii Studio

Piotr Policht
Olga Kowalska, Obietnica sukcesu, performans, fot. O. Skowron
Marzenie prowincjonalnej dziewczyny. Olga Kowalska w Galerii Studio
Olga Kowalska, Obietnica sukcesu, performans, fot. O. Skowron
W „Obietnicy sukcesu” Kowalska zagrała odważnie, realizując pracę, która jest niby zabawną, osobistą historyjką, ale w gruncie rzeczy stanowi wykładnię jej poglądów na temat świata sztuki. 

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że młodzi artyści, a szczególnie ci parający się performansem, z masochistycznym upodobaniem podejmują temat własnej bezsilności i ograniczeń, tymczasem trend ten zaczyna się odwracać. W ostatnich miesiącach wypada raczej zajmować się tym, co przyjemne i relaksujące (Time is Over Rafała Żarskiego) i snuć wizje szczęśliwej przyszłości (Future Perfect malarzy z Potencji), nawet jeśli wzięte są one w nawias nieco gorzkiego humoru. Wystawa Olgi Kowalskiej w galerii Studio, zatytułowana wymownie Obietnica sukcesu, również wpisuje się w tę tendencję. Kowalska, zdobywczyni drugiego miejsca w ostatniej edycji Artystycznej Podróży Hestii, przygotowała ją właśnie dzięki pozycji zajętej w konkursie, wcześniej natomiast w nagrodę wyjechała na rezydencję do Walencji.

Chociaż teoretycznie wystawa Kowalskiej opowiada o sukcesie, faktycznie jest raczej formalnym rewersem prac dotyczących słabości sytuacji młodych artystów i zderzenia ze szklanym sufitem świata sztuki.

Właściwie już w tym momencie zaczął się dla Kowalskiej cały proces – w naturalnym odruchu poszukiwała tematów na wystawę wszędzie dookoła, zwłaszcza że była to jej pierwsza rezydencja. W sukurs rozgorączkowanej artystce przyszedł kurator, Hubert Gromny, którego ręka widoczna jest w ostatecznym kształcie projektu, który stał się komentarzem do samej sytuacji konkursowej i słodko-gorzką wizją własnej artystycznej drogi. Dla kuratora temat prekarności pozycji artysty, ekonomii uwagi i tęsknych spojrzeń świata sztuk wizualnych ku kulturze popularnej to główne obszary zainteresowań, tymczasem bohaterka wystawy gustowała dotąd raczej w kameralnych pracach wideo, dotyczących m.in. cielesności. W Obietnicy sukcesu Kowalska zagrała więc odważnie, realizując pracę, która jest niby zabawną, osobistą historyjką, ale w gruncie rzeczy stanowi wykładnię jej poglądów na temat świata sztuki. 

Ta formuła zbliża pracę Kowalskiej do performansów mówionych Ewy Zarzyckiej, w których opowieść o samej sobie, na przykład w kontekście wymyślania pracy na zbliżającą się wystawę, swobodnie przeplata się z refleksjami na temat sztuki jako takiej. U Kowalskiej sytuacja ta przyjmuje jednak nie formę monologu, a prowadzonej przez skype’a rozmowy z samą sobą, a konkretnie z wyobrażoną wizją samej siebie z przyszłości – starszą o dwadzieścia lat zblazowaną arti-celebrytką osiadłą w LA.

Olga Kowalska, Obietnica sukcesu, performans, fot. O. Skowron
Olga Kowalska, Obietnica sukcesu, performans, fot. O. Skowron
Olga Kowalska, Obietnica sukcesu, performans, fot. O. Skowron

Chociaż teoretycznie wystawa Kowalskiej opowiada o sukcesie, faktycznie jest raczej formalnym rewersem prac dotyczących słabości sytuacji młodych artystów i zderzenia ze szklanym sufitem świata sztuki, drugą stroną tej samej monety. Drugie miejsce w APH i związana z nią pierwsza w karierze rezydencja to właściwie pierwszy znaczący sukces artystki, jednak Kowalska zachowuje w stosunku do całej sytuacji spory dystans i nie liczy na to, że przyczyni się ona do błyskawicznego rozkwitu jej kariery. Co więcej, Obietnica sukcesu to właściwie wyraz zwątpienia w możliwości, jakie daje instytucjonalny świat sztuki w ogóle. 

Wyobrażona historia sukcesu Kowalskiej zaczyna się nie od lauru w tym czy innym konkursie, ale od zupełnego przypadku. Oto pewnego dnia artystka znajduje się nieoczekiwanie w centrum medialnego skandalu związanego z pewnym politykiem, na którego urodzinach wykonywała akurat performans, z trudem wciskając się wcześniej na samą imprezę. Tym sposobem trafia do mediów, a następnie wykorzystuje metodę bezpiecznego odcinania kuponów od zaistniałej przypadkiem sytuacji, stając się pionierką „prywatnych performansów”. Po drodze zapożycza pomysły tu i ówdzie, a to u gwiazd dyscypliny, jak Francesca Woodman, a to u studentów, od których jako uprzywilejowana profesorka może bezkarnie ściągać pomysły. Ujawniają się przy okazji tęsknoty do wejścia w główny nurt kultury popularnej – wyimaginowana Kowalska-gwiazda wykonuje performanse w willi Rihanny, zostaje żoną piłkarza, korzysta też z finansowych dobrodziejstw układów z korporacyjnymi sponsorami…

Od strony formalnej udało się Kowalskiej przygotować sympatyczną historię i zgrabnie ją zaprezentować, jednak zostaje z niej właśnie tyle – sympatyczna historia w efektownym opakowaniu, ale bez krytycznego pazura.

Fabularna osnowa historii z Obietnicy sukcesu jest więc całkiem zabawna i dotyka wielu ważnych kwestii związanych, po pierwsze, z pięciem się po drabinie prestiżu w granicach świata sztuki, a po drugie, z funkcjonowaniem tego świata jako takiego w szerszym obiegu medialnym i popkulturowym, choć raczej w USA niż w naszej części Europy. Tutaj jednak zaczynają się problemy. Widać jak na dłoni, że Kowalska do tej pory interesowała się zupełnie innymi tematami, przez co jej opowieść chwilami staje się wyważaniem otwartych drzwi. Historie o łaszeniu się do celebrytów wypadają cokolwiek płytko, biorąc pod uwagę, że za oceanem relacje te są dziś dość skomplikowane i wielowymiarowe. Z jednej strony mamy co prawda takie kwiatki jak nieszczęsna wystawa Björk w MoMie, obliczona na podreperowanie budżetu muzeum, czy Lady Gagę przytulającą się do świata sztuki w momencie stopniowej utraty popularności, ale z drugiej artystów tak ambitnych jak Cao Fei, projektujących samochody dla BMW. Tego samego podjął się też John Baldessari, który wcześniej zaprosił Toma Waitsa do roli narratora w krótkim filmie o artyście. Björk z kolei wystąpiła też w jednym z filmów Matthew Barneya, jej ówczesnego partnera… Romans sztuk wizualnych z kulturą popularną i światem korporacyjnym trwa zresztą na dobre właściwie od czasów pop artu, gdy więc temat podejmuje rozpoczynająca karierę polska artystka, wypada on cokolwiek powierzchownie. Podobnie jak rady, których „z przyszłości” udziela Kowalska studentom artystycznych uczelni, by na przykład zajęli się malarstwem, które zawsze będzie się dobrze sprzedawać. Ile razy już słyszeliśmy podobne hasła?

Póki co sukces Kowalskiej jest więc połowiczny. Od strony formalnej udało się jej przygotować sympatyczną historię i zgrabnie ją zaprezentować, jednak zostaje z niej właśnie tyle – sympatyczna historia w efektownym opakowaniu, ale bez krytycznego pazura, którym bądź co bądź miała się charakteryzować. To, co obliczone było jako nieco cyniczna analiza mechanizmów świata sztuki zamienia się więc w marzenie prowincjonalnej dziewczyny AD 2017, w którym ciężko dopatrzeć się nowych obserwacji lub intrygującej osobistej perspektywy młodej artystki. To raczej rozpoznanie pola niż sążnista dekonstrukcja. Widać w nim miks obserwacji, tekstów, wreszcie rozmów z kuratorem. Ot paradoks – artystka chciała wykaraskać się z sytuacji wymyślania projektu porezydencyjnej wystawy na akord, w oparciu o doświadczenia z podróży, skończyła, wymyślając w podobny sposób projekt dopasowany do idei kuratora.

Stopka

ArtystaOlga Kowalska
WystawaObietnica sukcesu
MiejsceGaleria Studio w Warszawie
Czas trwania20.01 – 10.02.2017
KuratorHubert Gromny
Strona internetowateatrstudio.pl
Indeks

Zobacz też