14.10.2016

Kongres Kultury – relacja subiektywna

Mikołaj Iwański
Nic o was bez nas, wystawa zorganizowana w ramach Festiwalu Zgromadzenia, wydarzenie towarzyszące Kongresowi Kultury; widok na pracę Dominiki Olszowy, Happy End, 2016
Kongres Kultury – relacja subiektywna
Nic o was bez nas, wystawa zorganizowana w ramach Festiwalu Zgromadzenia, wydarzenie towarzyszące Kongresowi Kultury; widok na pracę Dominiki Olszowy, Happy End, 2016
Mój stosunek do zakończonego w minioną niedzielę Kongresu Kultury z pewnością nie jest szczególnie wyważony – brałem w nim udział, byłem zaangażowany w jego prace. I cały czas zastanawiam się, czy decyzja o udziale na pewno była słuszna.

Kongres, pomyślany jako inicjatywa ludzi związanych z kulturą, którzy chcieli w ważnym historycznie momencie wyrazić swoje zaniepokojenie czy sprzeciw wobec dokonujących się zmian politycznych, nieuchronnie dotykających ich branży, wydawał mi się pomysłem nieco mdłym. Nie dlatego, że jakoś szczególnie dobrze życzę aktualnym decydentom, ale dlatego, że strukturalne problemy dotykające ten sektor niespecjalnie da się opowiedzieć za pomocą niemalże publicystycznego języka, który siłą rzeczy zdominował obrady i dyskusje.

Przygotowanie Kongresu, które zajęło wiele tygodni spotkań, negocjacji, wymiany maili itp., było procesem niezwykle mozolnym. Ze strony Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej ten trud wzięła na siebie Katarzyna Górna. Uczestniczyłem w kilku z tych spotkań i wiem, jak skomplikowane i burzliwe były to rozmowy. Niektóre ze spornych tematów nie znalazły szczęśliwego finału, jak np. kwestia wypłacania symbolicznych honorariów uczestnikom sesji. Organizatorzy co prawda przewidzieli taką możliwość, jednak podczas rutynowych rozmów telefonicznych sugerowali odstąpienie od ich pobierania. Coś się jednak w ostatnich latach zmieniło.

Podczas Kongresu bardzo wyraźnie uwidocznił się pewien dwugłos. Z jednej strony usłyszeliśmy bardzo dużo o prawach pracowniczych, o sytuacji materialnej artystów itp. Z drugiej natomiast pobrzmiewały echa mało ożywczych pomysłów, które przenosiły retorykę biznesową na grunt kultury.

Jeżeli porównamy bowiem tegoroczne rekomendacje poszczególnych stolików z dokumentami sporządzonymi przez Kongres z 2009 roku – widać bardzo dużą różnicę. O ile poprzednio głos Leszka Balcerowicza mówiącego o mentalności „radzieckiego działacza” obecnego w instytucjach kultury wypowiedziany był z pozycji autorytetu na sesji plenarnej, o tyle w głównym programie kongresowym mogliśmy usłyszeć radykalne głosy takich osób jak Jarosław Urbański, Szczepan Kopyt, Katarzyna Rakowska czy Rafał Jakubowicz. Podczas debaty o ekonomicznym tle pracy artystów na scenie zatknięta była czarno-czerwona anarchosyndykalistyczna flaga Inicjatywy Pracowniczej – był to dla mnie jeden z najbardziej znaczących momentów kongresu; dyrektorska perspektywa reprezentowana przez Obywateli Kultury w końcu zyskała widoczną przeciwwagę.

Nie zabrakło oczywiście wydarzeń cokolwiek kuriozalnych, takich jak stolik Kultura i biznes. Biznes i Kultura, gdzie w prawilnym męskim, dobrze ubranym gronie (Piotr Voelkel, Jerzy Hausner i prezes jednego z banków) zastanawiano się jak „przerobić kulturę w biznes”. Jedyna kobieta godna, by uczestniczyć w tej dyskusji – niestety nie dojechała (Grażyna Kulczyk). Nie doczekałem konkluzji tej odkrywczej rozmowy, gdyż udałem się na – jak się okazało – równie ciekawy stolik zaproponowany przez Artura Żmijewskiego (Instytucja kultury bez przemocy). Nie wiem, co kierowało znanym artystą, który obok ciekawych gości zaprosił psychologa biznesu, celebrytę Jacka Santorskiego. Ten niegdyś niezwykle ceniony psychoterapeuta z manierą zawodowego szkoleniowca cofnął rozmowę o dobre dwie dekady. Usłyszeliśmy wiele o zaletach hierarchicznych systemów zarządzania, o tym, że nawet równościowi i empatyczni Szwedzi nie dali sobie rady z lokalnym uwielbieniem dla kultury folwarcznej oraz o mentalności pracownika PGR kradnącego drut kolczasty (oczywiście obecnej w instytucjach kultury). W trochę emocjonalny sposób próbowałem zaoponować, argumentując, że czas jednak idzie do przodu i wiemy już trochę więcej o ideologicznym podłożu zapatrzenia w kult managerów. Jacek Santorski natychmiast uznał to za bardzo ciekawy punkt widzenia, a Artur Żmijewski za budowanie sytuacji przemocy.

Podczas Kongresu bardzo wyraźnie uwidocznił się pewien dwugłos. Z jednej strony usłyszeliśmy bardzo dużo o prawach pracowniczych (świetna dyskusja na stoliku Zarządzanie i prawa pracownicze w instytucjach kultury), o sytuacji materialnej artystów, ubezpieczeniach społecznych itp. Z drugiej natomiast pobrzmiewały echa mało ożywczych pomysłów, które przenosiły retorykę biznesową na grunt kultury (kulturalny start-up, innowacje, sponsoring etc.). W tym momencie nie postrzegam tego jako zarzutu, to bardziej dowód na skuteczność procesu rozszerzania pola problemowego.

Kongres był jedynym miejscem, gdzie spotykają się ludzie reprezentujący tak różne poziomy zaangażowania instytucjonalnego, różne dyscypliny, dlatego trudno było oczekiwać przełomowych deklaracji.

Bardzo ciekawym punktem Kongresu były dyskusje wokół edukacji kulturalnej i wyższego szkolnictwa artystycznego. Mam silne przeświadczenie, że problematyka ta została wystarczająco doceniona w programie stolików, nigdy też nie została omówiona w szerszym i reprezentatywnym gronie. W przeciwieństwie do innych środowisk akademickich posiadających swoje niezależne i krytyczne platformy dyskusji (m.in. Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej) wykładowcy akademii sztuk pięknych, muzycznych, teatralnych i filmowych nigdy nie zdobyli się na podobny pomysł. Jest on pilnie potrzebny, szczególnie w obliczu nieznacznego upadku merytorycznego tych uczelni oraz zbliżającej się kolejnej fali komercjalizacji szkolnictwa wyższego. To zdecydowanie temat na osobną (z pewnością burzliwą) konferencję, której chyba na razie nikt nie spieszy się zainicjować.

Kongres był jedynym miejscem, gdzie mogą spotkać się ludzie reprezentujący tak różne poziomy zaangażowania instytucjonalnego, różne dyscypliny, dlatego trudno było oczekiwać przełomowych deklaracji. Niemniej ostatniego dnia, podczas debaty, w której brali udział Jadwiga Staniszkis, Kinga Dunin, Szczepan Kopyt, Andrzej Mencwel, Paweł Demirski i Beata Stasińska, miałem poczucie, że pierwotny zamysł imprezy został skutecznie spacyfikowany. Rozmowa w najciekawszym fragmencie toczyła się wokół socjalnego podłoża ostatnich zmian politycznych, padały słowa o kulturze nadającej godność. Odbywała się ona w dyskursywnej ramie, jaką wytworzył list Marii Janion do uczestników Kongresu. List bardzo kłopotliwy w swoim przesłaniu, gdyż formułujący szereg zarzutów, które dotyczą zarówno obecnego, jak i poprzedniego rządu – i w sumie każdej innej mainstreamowej siły aktualnie aspirującej do sprawowania władzy. Dostrzeżenie jego radykalnie krytycznego ostrza będzie miarą sukcesu zakończonego w ubiegłą niedzielę spotkania.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!

Stopka

Zobacz też