12.10.2018

Kraków wkracza na Salony. Rozmowa z Magdaleną i Gawłem Kownackimi

Marta Kudelska
Magdalena Kownacka i Gaweł Kownacki, pomysłodawcy Krakowskiego Salonu Sztuki, fot. Marcin „Finch” Zięba
Kraków wkracza na Salony. Rozmowa z Magdaleną i Gawłem Kownackimi
Magdalena Kownacka i Gaweł Kownacki, pomysłodawcy Krakowskiego Salonu Sztuki, fot. Marcin „Finch” Zięba
Chcemy przywołać tradycję Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, niezależnie od tego, czym to towarzystwo jest obecnie. Bardzo ważna jest dla nas historia społecznego zaangażowania w sztukę i życia artystów, które historycznie przybierało różne formy, a współcześnie występuje rzadko.

Co to jest Krakowski Salon Sztuki?

To przede wszystkim wystawa, na której swoje najnowsze prace pokazują artyści związani z Krakowem. Ale Salon to też, zgodnie z tradycją, sytuacja towarzyska, miejsca spotkania artystów we własnym gronie, artystów i publiczności, krytyków. I chociaż formuła jest historyczna, używamy jej, żeby pokazać zupełnie współczesne dzieła.

Dlaczego Krakowski Pałac Sztuki? Skąd pomysł na tak nobliwą przestrzeń?

G.K.: Od samego początku czuliśmy, że Salon powinien się odbywać właśnie tam, w krakowskim Pałacu Sztuki, że to dla niego naturalne miejsce.

Magdalena Kownacka: Krakowski Pałac Sztuki jest związany z Towarzystwem Przyjaciół Sztuk Pięknych, które powstało w połowie XIX wieku, jeszcze w okresie zaborów. Od początku swego istnienia Towarzystwo organizowało tego typu wydarzenia – czasem nazywano je wystawami powszechnymi, czasem salonami artystycznymi. Miały one różną formę i zakres, były ogólnopolskie bądź też lokalne, realizowano je w różnych wariantach, ale zawsze były związane z Towarzystwem Przyjaciół Sztuk Pięknych. Zaintrygował nas też budynek sam w sobie, i to pod wieloma względami, choć nie jest to łatwa przestrzeń wystawiennicza. Owszem, jest bardzo piękna, ale niezwykle wymagająca.

G.K.: Pałac Sztuki jest zabytkiem. Pracując w nim, musimy się liczyć z różnymi ograniczeniami – słusznymi i mniej słusznymi. To bez wątpienia wyzwanie, ale przestrzeń jest piękna i, co ważne, powstała właśnie, by pokazywano w niej sztukę.

M.K.: Warto też pamiętać o tym, że budynek powstał w wyniku konkursu, który w 1898 roku wygrał Franciszek Mączyński – jeden z najciekawszych architektów tamtego okresu. Projekt Mączyńskiego przywodzi na myśl wiedeńską secesję – to skojarzenie jest dla nas szczególnie ważne – pozwala zapytać o to, czym jest dziś wiedeńska secesja, a czym jest obecnie Pałac Sztuki jako instytucja. Co więcej, budynek Pałacu Sztuki okala wspaniały fryz autorstwa Jacka Malczewskiego. Znajdziemy na nim dwa pochody artystów – z jednej strony idą ci, którzy odnieśli sukces i w momencie spotkania z Pegazem są nagadzani wieńcami laurowymi. Z drugiej strony, od Plant, idą artyści, którym się nie powiodło: otoczeni licznym potomstwem, smutni, chudzi i ubodzy. Budynek ten też ma cudowną historię – grunt pod niego został kupiony od miasta za cykl grafik Grottgera.

Pałac Sztuki dziś, fot. Paweł Mazur dla KBF

Historia idealna na mit założycielski.

M.K.: Tak, to, że wówczas można było podarować grunt w samym centrum miasta za symboliczny cykl grafik, które zresztą miasto podarowało później muzeum – jest piękną historią.

G.K.: Z kolei budynek powstał ze składek członków Towarzystwa Sztuk Pięknych.

Kraków od lat ma szczęście do prawdziwych sojuszników sztuki, którzy działali na rzecz aktywizacji lokalnego środowiska i tworzyli artystom mieszkającym w mieście sprzyjające warunki pracy. To właśnie temu służyło utworzenie w 1854 roku Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Historia i misja tej organizacji są dla nas ważną inspiracją.

Czyli była to w dużej mierze inicjatywa prywatna i środowiskowa?

M.K.: Nasz pomysł na Salon bardzo mocno opiera się na tych dwóch elementach, silnie obecnych w kampanii społecznej, którą prowadzimy przy okazji tego wydarzenia. Chcemy przywołać tradycję Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, niezależnie od tego, czym to towarzystwo jest obecnie. Bardzo ważna jest dla nas historia społecznego zaangażowania w sztukę i życia artystów, które historycznie przybierało różne formy, a współcześnie występuje rzadko. Oczywiście mamy kolekcjonerów i instytucje publiczne, ale to wszystko działa inaczej niż wtedy.

G.K.: Współcześnie częściej mówi się o sztuce jako inwestycji niż dobru wspólnym. Może to też specyfika środowiska, które wówczas było bardziej skonsolidowane i potrafiło dbać o swoje interesy, zaprzyjaźniać ze sobą ludzi.

M.K.: Ta wzajemna troska była bardzo ważna. W Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych istniała kasa dla artystów, której szefem był Jan Matejko. Artyści mogli brać z niej pożyczki na bardzo korzystnych warunkach – dużo lepszych niż w przypadku banków. Istniały też zapomogi i stypendia, organizowane i zarządzane przez samych artystów.

G.K.: Porządnie naoliwiony mechanizm ówczesnego środowiska tworzyli przyjaciele, ale także zamożni ludzie, którzy angażowali się w tę działalność. To właśnie ludzie, których możemy nazwać sojusznikami sztuki.

M.K.: Kraków od lat ma szczęście do prawdziwych sojuszników sztuki, którzy działali na rzecz aktywizacji lokalnego środowiska i tworzyli artystom mieszkającym w mieście sprzyjające warunki pracy. To właśnie temu służyło utworzenie w 1854 roku Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Historia i misja tej organizacji są dla nas ważną inspiracją. Inicjatorami TPSP byli: posiadacz ziemski – syn sekretarza ostatniego króla Polski, Szef Sztabu Generała Różyckiego w powstaniu listopadowym, Mikołaj Walery Wielogłowski; oraz historyk Ambroży Grabowski. Członkami-założycielami Towarzystwa byli m.in. arystokraci: książę̨ Władysław Sanguszko, Henryk hrabia Wodzicki, Artur hrabia Potocki, Eugeniusz hrabia Dzieduszycki oraz bankier Wincenty Kirchmayer. Na przestrzeni XX wieku prezesami TPSP były tak wybitne osobistości jak Wojciech Kossak czy hrabia Edward Raczyński.

Pierwszy Ogólnopolski Salon Plastyki w Krakowie, 1934 rok. Prezydent RP Ignacy Mościcki (z lewej) z żoną Marią opuszczają Pałac Sztuki po obejrzeniu wystawy. Zdjęcie ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyforwego

Wróćmy jednak do współczesności. Dlaczego akurat w tym momencie zdecydowaliście się na przypomnienie takich ideałów, przywołanie salonu?

G.K.: Jest to chyba związane z ogólną sytuacją polityczną. Nadszedł taki moment, że poczuliśmy potrzebę wzięcia sprawy w swoje ręce. Publiczne pieniądze stały się pieniędzmi politycznymi – zawsze tak było, ale teraz widać to wyraźniej niż w ciągu ostatniej dekady. Postawa środowiska sprzed wieku jest wspaniałym przykładem, który daje nadzieję na to, że samemu można coś zmienić i działać.

Zależy wam na stworzeniu środowiska, które może być bądź jest samowystarczalne?

G.K.: Tego środowiska oczywiście nie stworzymy my. Chcemy, żeby Salon stał się platformą, miejscem spotkania, gdzie pewne procesy konsolidacyjne mogłyby się zacząć. Salon to wydarzenie organizowane nie tylko dla artystów, kuratorów, przedstawicieli świata sztuki, ale także otwarte na publiczność.

M.K.: Chcemy, by spotkali się tu artyści z różnych środowisk, dlatego ogłoszenia o naborze umieściliśmy w bardzo wielu miejscach.

Jesteśmy związani z Krakowem odkąd prowadzimy F.A.I.T, czyli od kilkunastu lat. Znamy to środowisko bardzo dobrze – artystów naszej generacji, starszych, bo zajmowaliśmy się w swojej działalności też latami 70. i 80., znamy też masę bardzo młodych artystów, często studentów. Przez ten czas nabraliśmy poczucia, że w gruncie rzeczy brakuje takiego elementu, który pozwala nam na dumę z tego, że to jest właśnie nasze środowisko.

Na koniec trwania Salonu planujecie aukcję sztuki. Dlaczego?

G.K.: Artyści sprzedając prace zyskują środki do życia. W Polsce, gdzie rynek sztuki nie jest szczególnie rozwinięty, warto o tym przypominać. Nasze założenie jest takie, że nie będzie to aukcja charytatywna – artyści nie dają nam prac. Zasady zostały ustawione tak jak w galeriach: połowa pieniędzy trafi do artystów, a drugą połowę przeznaczamy na przyszłoroczny Salon, co pozwoli nam na pewną niezależność. Artyści, dając nam pozwolenie na sprzedaż swoich prac, wspierają środowisko, pozwalają nam dalej organizować Salon i mierzyć z tym, co nazywamy „krakowskością”.

Właśnie – „krakowskość”. Mamy nowy styl kuratorski w wystawach „artyści z Krakowa”. Samo wyobrażenie Krakowa jako miasta, gdzie nic się nie dzieje i wszyscy siedzą po kawiarniach i plotkują też wymaga odczarowania. Organizujecie Salon w dość ciekawym momencie – wszyscy już położyli symboliczny krzyżyk na tym mieście i wyjechali do Warszawy. A wy nagle wyskakujecie i mówicie o tym, że sztuka z Krakowa wcale nie jest obciachowa. Jaka jest ta sztuka?

M.K.: Jesteśmy związani z Krakowem odkąd prowadzimy F.A.I.T, czyli od kilkunastu lat. Znamy to środowisko bardzo dobrze – artystów naszej generacji, starszych, bo zajmowaliśmy się w swojej działalności też latami 70. i 80., znamy też masę bardzo młodych artystów, często studentów. Przez ten czas nabraliśmy poczucia, że w gruncie rzeczy brakuje takiego elementu, który pozwala nam na dumę z tego, że to jest właśnie nasze środowisko. Tworząc Salon, prosiliśmy artystów o deklarację, że czują się z tym miastem związani. Na taki związek składają się wszystkie środowiskotwórcze procesy: relacje osobiste i zawodowe, wzajemne wpływanie na siebie, spory, współzawodnictwo i przyjaźnie.

G.K.: Wszyscy, szczególnie w Warszawie, głośno wytykają te krakowskie mankamenty naszego środowiska, ale mimo tego wielu świetnych artystów nadal tu mieszka i pracuje. Są wśród nich tacy, którzy wystawiają na całym świecie, a mieszkają tutaj cały czas; tacy, którzy przyjechali tu mieszkać zza granicy; tacy, którzy wrócili… Oni wszyscy w jakiś sposób czują się związani z Krakowem. Można tu podać przykład Maćka Toporowicza, który w latach 80. wyjechał do Nowego Jorku i mimo tego przysłał nam pracę na Salon, bo czuje się wciąż związany z tym miastem. Kuba Ziółkowski rzadko wystawia w Krakowie, mimo to mieszka tutaj z Hyon Gyon, swoją żoną, która przyjechała tu z Nowego Jorku, a z pochodzenia jest Koreanką. Mamy też na Salonie artystę, Victora Zasypkina, który przyjechał tu z powodu wojny w Donbasie.

Chcemy pokazać sztukę oczami jej twórców. I takie też jest jury Salonu, które zapewnia nam tę szerszą widoczność – artyści innych dziedzin dzielą się z nami swoją rozpoznawalnością. To twórcy, którzy odnieśli sukcesy w swoich dziedzinach i dlatego interesuje nas ich spojrzenie na tę sztukę krakowską.

Czym się w takim razie kierowaliście, wybierając ostateczny skład artystów?

M.K.: Bardzo unikaliśmy tego, żeby artyści musieli podawać w zgłoszeniach swoje biogramy lub portfolia, ponieważ nie chcieliśmy, żeby lista osiągnięć wpływała na nasz wybór – o tym miały decydować po prostu same zgłoszone prace. Zawdzięczamy tej decyzji zabawne sytuacje, kiedy na przykład zakwalifikowaliśmy kogoś do Salonu, a dopiero później dopasowywaliśmy prace do konkretnej twarzy. Wielu uczestników Salonu nie znaliśmy wcześniej.

G.K.: Wydaje mi się, że właśnie na tym polega cała zabawa: nam w środowisku krakowskim wydaje się, że wszyscy się znamy. Te znajomości układają się generacyjnie – to jest zazwyczaj krąg kilkuset osób. Otwarty nabór, który ogłosiliśmy, rozpoczynając prace nad Salonem, dotarł do naprawdę wielu ludzi – dotarły do nas nawet zgłoszenia papierowe od artystów, którzy nie używają internetu.

Wizyty studyjne (Artur Trojanowski), fot. Magdalena Kownacka
Wizyty studyjne (Patrycja Maksylewicz), fot. Magdalena Kownacka
Wizyty studyjne (Joanna Skoczyńska), fot. Magdalena Kownacka

Dlaczego formuła open call, a nie chodzenie po pracowniach?

M.K.: Możemy powiedzieć, że pocztą pantoflową również przekazywano sobie informacje o Salonie. Na początku wysłaliśmy chyba 600 maili z informacją o naborze i poczekaliśmy, aż wieści zaczną się rozchodzić. Mnie osobiście bardzo podoba się przypadek Barbary Leoniak, artystki, która pokazywała swoje prace wcześniej w Warszawie, ale ja sama o niej wcześniej nie słyszałam. Informacja o Salonie trafiła do niej przez Nowy Jork.

Chciałam jednak wrócić do korzeni Salonu – projektu Widok Publiczny. Wtedy pierwszy raz padło skierowane do środowiska pytanie na temat tego, czego ono potrzebuje.

M.K.: Nie wprost, bo odpowiedź na to pytanie trzeba było zinterpretować. Po pracy nad Widokiem Publicznym zostało nam poczucie, że jesteśmy grupą szalenie rozbitą. W Krakowie istnieje masa środowisk, także artystycznych, które mają ze sobą kiepskie połączenia. Sam Widok Publiczny był poświęcony szukaniu koncepcji na prezentowanie sztuki w przestrzeni publicznej. Jedną z naszych refleksji było to, że nie należy myśleć o fizycznej przestrzeni miasta, tylko o widoczności– raczej w przestrzeni społecznej niż miejskiej. Do jury, które przyzna nagrody na Salonie, zapraszamy osoby rozpoznawalne – artystów innych dziedzin i osobowości kultury. Wychodzimy poza naszą hermetyczną dziedzinę – dlatego zwróciliśmy się nie tylko do kuratorów, ekspertów, historyków sztuki, ale również innych artystów. Oni na podstawie swoich doświadczeń, swojej wrażliwości i wiedzy na temat współczesności wybiorą prace, które według nich są najciekawsze – unikamy tu słowa najlepsze. Podczas Salonu chcemy bardzo mocno postawić na subiektywność – zarówno w nagrodach, jak i oprowadzaniach, które będę miały miejsce już po otwarciu. Salon będziemy mieli okazję zobaczyć oczami 11-letniego Bolka, dziewczyn z Fundacji TA czy wspaniałej aktorki Lidii Bogaczówny.

G.K.: Chcemy pokazać sztukę oczami jej twórców. I takie też jest jury Salonu, które zapewnia nam tę szerszą widoczność – artyści innych dziedzin dzielą się z nami swoją rozpoznawalnością. To twórcy, którzy odnieśli sukcesy w swoich dziedzinach i dlatego interesuje nas ich spojrzenie na tę sztukę krakowską.

Jak na wasze działanie zareagował Związek Polskich Artystów Plastyków?

G.K.: Artyści należący do ZPAP-u zostali przez nas zaproszeni, a i sam Związek dostał zaproszenie do wzięcia udziału w Salonie – bardzo nam zależało, by informacja dotarła także do nich.

M.K.: Tak jak wspominałam, jesteśmy otwarci na wszystkich krakowskich twórców, w tym oczywiście artystów zrzeszonych w ZPAP. Związek niespecjalnie przychylnie podchodzi do tego projektu, ponieważ nie podoba im się, że ktoś poza nimi organizuje salon artystyczny. Ta tradycja jest, jak wspomnieliśmy na początku rozmowy, powszechna, historyczna i dużo starsza od samego Związku. Podobne inicjatywy są organizowane w różnych miejscach na świecie przez różne podmioty. Mimo wszystko my ciągle liczymy na to, że Związek zechce z nami współpracować na różnych płaszczyznach, dlatego zapraszamy ich, by prezentowali swoje publikacje w salonowej księgarni (w trakcie imprezy będzie działała również księgarnia z książkami i czasopismami związanymi na różne sposoby z Krakowem). Sam Salon jest projektem długofalowym, wieloletnim. Mamy nadzieję, że spowoduje otwarcie na współpracę między środowiskami, które czasami się do końca nie rozumieją, z jakiegoś powodu stawiają się względem siebie w opozycji.

Dyskusja o aranżacji – Łukasz Ledzinski i Gaweł Kownacki, fot. Magdalena Kownacka
Przygotowania do Salonu, fot. Magdalena Kownacka
Przygotowania do Salonu, fot. Magdalena Kownacka

Nie jest tajemnicą, że w ramach fundacji prowadzicie prywatną galerię. Czy nie baliście się głosów, że przy okazji Salonu będziecie promować swoich artystów?

M.K.: My tak naprawdę nie reprezentujemy żadnych artystów. Oczywiście pracujemy z wieloma artystami, robiliśmy masę wspólnych wystaw, ale to nie jest tak, że współpracujemy na stałe z kilkoma artystami i jesteśmy odpowiedzialni za ich los, ich promocję. Artyści, z którymi współpracujemy, mają zazwyczaj swoje galerie, ale są i tacy, którzy nie są związani na stałe z nikim. Oczywiście, zdarza nam się sprzedawać sztukę, ale galeria jest częścią fundacji, więc przychody ze sprzedaży idą na cele statutowe fundacji. Eksperymentując z formatami działalności F.A.I.T.-u, wciąż poszukujemy mechanizmów, które mają tworzyć w Krakowie niezależne warunki do pracy, do realizacji kolejnych projektów. A artyści obecni na Salonie są reprezentowani przez różne galerie.

G.K.: W Krakowie rynek sztuki jest malutki, nawet gdybyśmy sobie taki plan uknuli, to i tak by się nie zrealizował.

Największa niespodzianka w czasie prac nad Salonem?

M.K.: Bez wątpienia odzew. 444 artystów i artystek zgłosiło w sumie 1032 prace. Myślę, że to zaskoczyło nas wszystkich i tylko potwierdziło to, że tego typu impreza w Krakowie jest potrzebna.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Stopka

ArtystaMarta Antoniak, Marcin Babło, Tomek Baran, Janusz Bartkowicz, Monika Bąkowska, Bettina Bereś, Piotr Błachut, Przemek Branas, Marek Bro, Robert Bubel, Bartek Buczek, Marek Chlanda, Marek Chołoniewski, Piotr Cieślik, Dawid Czycz, Iwona Demko, Monika Drożyńska / Modny Drobiazg, Róża Duda / Michał Soja, Dziadkiewicz & Co, Paweł Erazmus, Mike Fullarton, Marek Gardulski, Ania Gebhardt, Konrad Gęca, Justyna Górowska / WetMeWild, Hyon Gyon, Mateusz Hajdo, Uta Hanusek, Michał Iwański, Karolina Jabłońska, Marcin Janusz, Irena Kalicka, Tomasz Kałuża, KEYMO, Martyna Kielesińska, Bartolomeo Koczenasz, Justyna Koeke, Olga Kowalska, Tomasz Kręcicki, Przemek Krzakiewicz, Paweł Krzywdziak, Kamil Kukla, Mateusz Kula, Natalia Ledzianowska, Barbara Leoniak, Paulina Lignar, Agnieszka Łukaszewska, Patrycja Maksylewicz, Cecylia Malik, Mikołaj Małek, Małgorzata Markiewicz, Bartek Materka, Krzysztof Mężyk, Hubert Michalak, Monika Misztal, Aleksandra Młynarczyk-Gemza, Mikołaj Moskal, Jan Moszumański-Kotwica, Monika Niwelińska, Kinga Nowak, Paulina Ołowska, Iwona Ornatowska–Semkowicz, Karol Palczak, Agata Pankiewicz / Marcin Przybyłko, Magdalena Parfieniuk, Marcin Pazera, Maciej Pęcak, Aleksander Pieniek, Jan Płatek, Cyryl Polaczek, Matylda Polak, Potencja, Maria Luiza Pyrlik, Boris Rovi, Sebastian Rut, Filip Rybkowski, Adam Rzepecki, Saint Maja / Morgiana Hz, Marta Sala, Wilhelm Sasnal, Grzegorz Siembida, Łukasz Skąpski, Joanna Skoczyńska, Bogdan Słabik, Tomasz Smolarski, Monika Smyła, Michał Soja, Michał Sosna, Aleksander Sovtysik, Lidia Stanek, Beata Stankiewicz, Łukasz Stokłosa, Kinga Syrek, Mateusz Szczypiński, Ryszard Szozda, Bożena Szuflita, Krzysztof Świętek, Estera Tajber, Teatrzyk we dworku, Maciej Toporowicz, Artur Trojanowski, Andrzej Turczynowicz, Artur Wabik, Piotr Weber, Bartłomiej Węgrzyn, Sambor Wilk, Justyna Wiśniowska, Zorka Wollny / Anna Szwajgier, Maja Woźniak, Alicja Wróblewska, Natalia Załuska, Viktor Zasypkin, Michał Zawada, Adam Zduńczyk, Piotr Zięba, Jakub Julian Ziółkowski
WystawaKrakowski Salon Sztuki
MiejscePałac Sztuki, Kraków
Czas trwania12–21.10.2018
KuratorMagdalena Kownacka, Gaweł Kownacki
Strona internetowakrakowskisalonsztuki.pl
Indeks

Zobacz też