19.03.2018

Duma i uprzedzenie

Aleksander Kmak, Piotr Policht
Tekst opublikowany w magazynie Szum 20/2018
Łukasz Rusznica, Bez tytułu, z książki fotograficznej „Najważniejszego i tak wam nie powiem”, Miligram, Wrocław 2012, dzięki uprzejmości artysty
Duma i uprzedzenie
Łukasz Rusznica, Bez tytułu, z książki fotograficznej „Najważniejszego i tak wam nie powiem”, Miligram, Wrocław 2012, dzięki uprzejmości artysty
Rozdźwięk w obrębie polskiej sztuki queerowej umieścić można na osi, idąc za Douglasem Crimpem, dumy i wstydu. O ile jedni artyści przepaść uprzedzeń starają się mozolnie zasypywać, o tyle inni przyjmują postawę konfrontacyjną. Źródeł tego pęknięcia współcześnie należy upatrywać w odmiennym podejściu do strategii emancypacyjnych, nierozerwalnie związanych z queerową praktyką artystyczną.

Rok 2011, festiwal Interakcje w Piotrkowie Trybunalskim. Przemek Branas wykonuje performans, w którym unieruchamia swoje ramię siecią linek, nawiązując do ikonografii św. Sebastiana i „nitkowań” Krzysztofa Junga. Zamiast oplatać, nici przebijają ciało, z ramienia sączy się krew, wreszcie zmęczona ręka opada i zrywa sieć. Echa Jungowskich akcji pojawiają się też w Wyspie – Branas ustanawia połączenie między ciałem swoim a drugiej performerki, Justyny Górowskiej, jednak nici zastępuje tu kaftanem bezpieczeństwa, a rozcinanie ubrań – rozerwaniem go serią gwałtownych ruchów. Kilka lat później artysta wykonuje zagłuszanie/czyszczenie. Krząta się przy nowej jarmarcznej fontannie na krakowskim rynku, a gdy rozbrzmiewa hejnał, zagłusza go histerycznym krzykiem. Punktem wyjścia dla performansu jest postać Krzysztofa Niemczyka i jego poranne niedzielne kąpiele w oryginalnej fontannie stojącej w tym samym miejscu. Tych kilka akcji to historia polskiej queerowej sztuki w pigułce – poszukiwanie ojców (przede wszystkim) i matek w neoawangardzie lat 60. i 70. oraz rozdźwięk między afirmacją zmysłowości i delikatną metaforyką a ekscesem, przegięciem, nawet brutalnością.

Rozdźwięk ten umieścić można na osi, idąc za Douglasem Crimpem, dumy i wstydu. Z jednej strony mamy więc prace wpisujące się w logikę ruchu dumy gejowskiej i lesbijskiej, z drugiej – akcentujące wstyd, zderzające się z uprzedzeniami i stygmatyzacją będącymi jego podłożem, traktujące to jątrzenie jako podłoże nowej godności. O ile jedni artyści przepaść uprzedzeń starają się mozolnie zasypywać, o tyle inni przyjmują postawę konfrontacyjną. Historia queerowej sztuki biegnie więc dwutorowo od kluczowego okresu przełomu XX i XXI wieku, który można uznać za moment jej właściwych narodzin, choć rozdźwięk ten widoczny jest już w postawach wspomnianych ojców założycieli, dwóch Krzysztofów: Junga i Niemczyka. Niemczyk, enfant terrible krakowskiej neoawangardy – po tym, jak popadł w niełaskę Tadeusza Kantora, wyciągnięty z niebytu przez Ankę Ptaszkowską i Piotra Mareckiego właśnie na przełomie milleniów – kąpiąc się nago pośrodku miasta, w niczym nie przypominał zanurzonego w strumyku pośród idyllicznego pejzażu prywatnej działki Junga, przystojnego młodzieńca rodem z gejowskich magazynów erotycznych. Jego akcje w przestrzeni publicznej, nieopatrywane etykietką sztuki, z jednej strony wpisują się w sytuacjonistyczną performatyzację życia codziennego, z drugiej pobrzmiewają w nich echa dziewiętnastowiecznej bohemy z jej ekscentryzmem pour épater le bourgeois. Źródeł tego pęknięcia współcześnie należy zaś upatrywać, jak sądzimy, w odmiennym podejściu do strategii emancypacyjnych, nierozerwalnie związanych z queerową praktyką artystyczną i kuratorską.

[…]

Pełna wersja tekstu dostępna jest w 20. numerze Magazynu „Szum”.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 20/2018

Zobacz też