17.09.2018

Artystów praca nie hańbi

Karolina Plinta
Tekst opublikowany w magazynie Szum 22/2018
Katka Blajchert, Ciach Fryzjer, 2014 fot. Ernest Wińczyk, dzięki uprzejmości artystki
Artystów praca nie hańbi
Katka Blajchert, Ciach Fryzjer, 2014 fot. Ernest Wińczyk, dzięki uprzejmości artystki

Prekariat, ciemna materia, protesty, prawa socjalne… Ostatnie lata upłynęły pod znakiem dyskusji o materialnej stronie uprawiania zawodu artysty[1]. Dzięki działaniom twórców i aktywistów (zrzeszonych przede wszystkim w Obywatelskim Forum Sztuki Współczesnej) coś udało się w tej sprawie zrobić – instytucje publiczne wprowadziły minimalne stawki za wystawy indywidualne i zbiorowe (800 złotych brutto). Jednak od podpisania „Porozumienia w sprawie minimalnych wynagrodzeń dla artystów i artystek” minęły już cztery lata. Z czego żyją dziś artyści i jak sobie radzą w rzeczywistości nie zawsze wobec nich przychylnej? Pytanie to warto skierować szczególnie do twórców młodego pokolenia, urodzonych za późno, aby załapać się na rynkowy sukces, który stał się udziałem polskich artystów w połowie pierwszej dekady XXI wieku. Patrząc na takie imprezy jak choćby Otwarte Triennale w Orońsku, można wręcz odnieść wrażenie, że problemy bytowe stały się dla generacji tak zwanych millenialsów równie istotne jak sama sztuka (choć warto zaznaczyć, że czasem młodość to raczej stan ducha niż faktyczny wiek). To zaś bezpośrednio wpływa na kształt tej ostatniej. Dlatego wydaje się, że dziś zagadnieniem tak samo istotnym jak ubezpieczenia i wynagrodzenia jest sama praca – tyle że już nie ta artystyczna, ale wykonywana równolegle do pracy twórczej.

Tomasz Mróz, „Mechanik rowerowy w Bergen Byssykel”, Norwegia 2018, dzięki uprzejmości artysty
Dominika Olszowy w scenografii do spektaklu „Dziewczynki”, reż. Gosia Wdowik, Teatrgaleria Studio w Warszawie, 2017, dzięki uprzejmości artystki

Dyskusja o artystycznym prekariacie dość paradoksalnie toczy się równolegle z dynamicznym rozwojem instytucji sztuki. Jak dowodził Adam Mazur w tekście Raport większości[2], obecny aparat instytucjonalny nie tylko dorównuje temu z PRL, lecz nawet go przerasta – nie tylko w zakresie możliwości wystawienniczych, ale także pracy, etatowej bądź zlecanej. Pracy – podkreślmy to – także dla artystów, z którymi instytucje mogą współpracować na różnych poziomach: jako autorami prac, kuratorami, grafikami, fotografami, montażystami, edukatorami lub nauczycielami, realizatorami projektów innych artystów czy projektantami wystaw.

[1] Pokłosiem tych dyskusji jest choćby Czarna księga polskich artystów (Krytyka Polityczna, Warszawa 2015) czy publikacja Kuby Szredera ABC Projektariatu. O nędzy projektowego życia (Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana, Warszawa 2016). Po 1989 roku temat ten był podejmowany tylko incydentalnie przy okazji takich wystaw, jak Sposób na życie (kuratorka: Małgorzata Lisiewicz, CSW Łaźnia, Gdańsk, 2002), Zawód artysty (kurator: Marcin Polak, Galeria Wschodnia, Łódź, 2011), Wolny Strzelec (kuratorka: Ewa Toniak, Narodowa Galeria Sztuki – Zachęta, Warszawa, 2013) czy wreszcie What We Do in the Shadows (kuratorka: Magdalena Lazar, Galeria Widna, Kraków, 2018).
[2] Adam Mazur, Raport większości, „Szum” 2017, nr 19, s. 102–114.

[…]

Pełna wersja tekstu jest dostępna w 22 numerze Magazynu „Szum”.

NEWSLETTER

Co piątek w Twojej skrzynce!


Czytaj więcej w magazynie Szum 22/2018

Zobacz też